Monthly Archive for September, 2009

On the Beach

Zdjecia na plazy byly tegorocznym “must have” w moich fotograficznych planach. Pomysl byl na tyle ciezki w realizacji, ze w Warszawie ciezko znalesc kawalek miejsca, gdzie na horyzoncie widac wode… Dodatkowo chcialem stworzyc intymny klimat sesji, wiec wszystkie rozpraszacze w postaci sextylionow plazowiczow byly rowniez niemile widziane. Z pomoca Kuby, ktory zwykle co roku w tym czasie siedzi na wybrzezu, udalo sie ogarnac logistyke na tyle, aby urzeczywistnic ten projekt. Dzieki wielkie Ziom :) Pare osob juz pewnie mialo okazje widziec zdjecia, gdyz zdazyly sie pojawic w Cocu Magazine.

Poza tym, jak juz pewnie wiekszosc zauwazyla, zmienilem layout bloga oraz dodalem pare dodatkow dla Was. Aktualnie jest mozliwosc poprawienia komentarza w ciagu 5 minut przez autora oraz subskrybowania kolejnych komentarzy dotyczacych konkretnego wpisu za pomoca emaila. Jakby byly jakies problemy – prosze o kontakt – aktualne namiary w dziale about. Ciekawy jestem co sadzicie o nowym wizerunku bloga :)

Dzisiaj mnie elektryzuje – Bush “Letting the cables sleep” (The Nightmares On Wax Remix) – polecam odpalic do zdjec :)

Model: Magda Mehring
Makeup/Styling: Ania Szymala
Dress: Zara
Bracelet: Atmosphere Shop

Bush – Letting the cables sleep

Welcome to Kenya: Nairobi

Obiecywalem, obiecywalem i w koncu jest :D Aby nie bylo samych zdjec, od razu prosze o wybaczenie za czesty brak ladu w opisie… umysl ze mnie raczej scisly, wiec moze byc roznie ;)

Klika czystych faktow – wylot z Warszawy: 27 grudzien 2008. Aby bylo ponad 1/3 taniej, najpierw tanimi liniami do Londynu, pozniej przez Amsterdam do Nairobi KLMem. Odwiedzone kraje to Kenia i Uganda. Czas – 2,5 tygodnia na miejscu. Uczestnicy: Monika, Marcin, Dorota, Michal, Artur, ja i przewodnik Lonely Planet. Aby nie tracic czasu w pierwszych dniach pobytu juz z Polski zorganizowalismy sobie safarii mailujac z kilkoma firmami specjalizujacymi sie w temacie. Z jednej strony okazalo sie to strzalem w dziesiatke, gdyz po wspolnych ustaleniach odebrali nas z lotniska i zorganizowali hotel… z drugiej jednak strony jak zobaczylismy miejsce, wiekszosc byla delikatnie mowiac – podlamana…

Greton Hotel to niezla opcja na zwiedzianie stolicy, gdyz umiejscowiony jest przy samym downtown, tyle ze w najgorszej z dzielnic ;) Osobiscie bylem maksymalnie nakrecony mozliwoscia skosztowania tej prawdziwej Nairobi, lecz niestety reszta nie podzielala mojego entuzjazmu… szczegolnie jak sie pozniej okazalo, karaluchy chodza calymi rodzinami po pokojach :D Na zdjeciach miejsce wyglada zdecydowanie korzystniej niz w rzeczywistosci… Do tych setek wspolokatorow nalezy dorzucic niesamoita duchote, pomieszana z wonia plesni widocznej na scianach… okno z pokoju wychodzilo na wnetrze budynku, ktore w zaden sposob nie bylo wentylowane…

Za dnia okolica wygladala dosc przyzwoicie, jednak wieczorem byl tam dosc specyficzny, dla mnie niesamowity klimat. Bylo gdzies w okolicy polnocy, jak pierwszy raz sie pojawilismy w tym miejscu. Wjezdzajac, czulem sie jakby ktos mi wcisnal stop klatke – szeroka ulica, dookola pojedyncze samochody i cala masa ludzi, w duzej czesci rozebranych do pasa, rozproszonych we wszystkich mozliwych miejscach… w zdecydowanej wiekszosci – meskiej, wysportowanej postury. Kazdy z nas czul dosc mocne spojrzenia na sobie, gdyz nie czesto pojawia sie jezdzacy samochod o tej porze… w dodatku z 6 bialymi twarzami w srodku. Apogeum emocji pojawilo sie w momencie jak zatrzymalismy sie pod samym hotelem – rozmawiajac z kierowca odwrocilem glowe w kierunku szyby i prawie umarlem na zawal, jak przeszywajaca mnie wzrokiem postac 1,5 metra ode mnie jeszcze szerzej otworzyla oczy ruszajac w moim kierunku. Pierwsza mysl przechodzaca przez glowe – dlaczego ja nie mam aparatu w dloni :D :D :D

Samo Nairobi wyglada zupelnie inaczej niz pozostala czesc Kenii… faktycznie widac tutaj spory przeplyw pieniedzy i cala mase krawaciarzy w downtown. Zreszta jak rozmawialem z jedna studentka mieszkajaca poza stolica – potwierdzila, iz osoby wyksztalcone tylko tutaj moga sie realizowac.

Kasia Gurak

Ma tylko 14 lat i byla w szostce najlepszych modelek konkursu Elite Model Look. Na blogu widzielismy juz ja w reportazu z polfinalow, czy tez finalow regionalnych Elite. Planem bylo zrobienie kilka prostych zdjec do porftolio, ale jak zobaczylem co wyprawia przed obiektywem, przezylem szok… szczegolnie, ze to byla jej pierwsza sesja zdjeciowa :D Teraz tylko czekam, az pojawi sie na swiatowych wybiegach, gdyz takiego potencjalu dawno nie widzialem ;)