Środek lata, 32 stopni Celsjusza w cieniu, maksymalne słońce i pełnia szczęścia Kamili i Macieja, gdyż to właśnie w takich okolicznościach postanowili wziąć ślub. Trafili do mnie z polecenia znajomych fotografów, którzy już mieli zajęty termin. Podczas naszej pierwszej rozmowy zauroczyli mnie tym, że nie chcą organizować typowego wesela, lecz raczej spotkanie dla znajomych. Idealnie w to miejsce wpisała się Restauracja Boathouse, która posiada olbrzymi i pięknie przygotowany ogród w centrum Warszawy, przy samej Wiśle.

Ale zacznijmy od początku. Kamila i Maciej poznali się w szkolnej ławie Szkoły Podstawowej nr 362, gdzie do dzisiaj uczy mama Maćka. Ponieważ to początek ich wspólnej historii, od razu po przygotowaniach ślubnych, pojechaliśmy wykonać tam pierwsze zdjęcia plenerowe. Oczywiście nie obyło się bez rysowania po tablicy serc i słynnych, za czasów dzieciaka, słów “Cieszkowska + Maciek = Jedna Wielka Miłość”. Aż sam się rozmarzyłem, przypominając sobie swoją historię. Jako, że do samej ceremonii ślubu zostało jeszcze trochę czasu, zrobiliśmy krótki spacer w nieopodal położonym Parku Skaryszewskim, na kilka zdjęć plenerowych pośród natury. Następnie pojechaliśmy do urzędu Stanu Cywilnego na ul. Kłopotowskiego w Warszawie, który rozbroił mnie cudownie przygotowaną salą ślubów. Wnętrze, jak w starej kamienicy, ale odrestaurowanej na błysk. Chyba najpiękniejsza sala w Warszawie, w której miałem okazję przebywać. Później oczywiście życzenia w urzędzie i ostatni przystanek w Boathouse, gdzie część nieoficjalna i przyjęcie miało się odbyć. Tak jak już wspominałem, wspaniale przygotowany ogród, z uroczymi altankami, białymi sofami umiejscowionymi przy szklanych stolikach i cudownymi parasolami, chroniącymi przed słońcem, które właśnie dzisiaj mocno dokazywało. Do tego całość w pięknym otoczeniu drzew, które dodawały jeszcze więcej klimatu. Dlatego właśnie, podczas zachodu słońca, porwałem młodych, na jeszcze kilka zdjęć w tej malowniczej scenerii. Zresztą zobaczcie sami jak to wszystko pięknie wyglądało!