Wpisy otagowane słowem: kenya

Welcome to Kenya: Nairobi

Obiecywalem, obiecywalem i w koncu jest :D Aby nie bylo samych zdjec, od razu prosze o wybaczenie za czesty brak ladu w opisie… umysl ze mnie raczej scisly, wiec moze byc roznie ;)

Klika czystych faktow – wylot z Warszawy: 27 grudzien 2008. Aby bylo ponad 1/3 taniej, najpierw tanimi liniami do Londynu, pozniej przez Amsterdam do Nairobi KLMem. Odwiedzone kraje to Kenia i Uganda. Czas – 2,5 tygodnia na miejscu. Uczestnicy: Monika, Marcin, Dorota, Michal, Artur, ja i przewodnik Lonely Planet. Aby nie tracic czasu w pierwszych dniach pobytu juz z Polski zorganizowalismy sobie safarii mailujac z kilkoma firmami specjalizujacymi sie w temacie. Z jednej strony okazalo sie to strzalem w dziesiatke, gdyz po wspolnych ustaleniach odebrali nas z lotniska i zorganizowali hotel… z drugiej jednak strony jak zobaczylismy miejsce, wiekszosc byla delikatnie mowiac – podlamana…

Greton Hotel to niezla opcja na zwiedzianie stolicy, gdyz umiejscowiony jest przy samym downtown, tyle ze w najgorszej z dzielnic ;) Osobiscie bylem maksymalnie nakrecony mozliwoscia skosztowania tej prawdziwej Nairobi, lecz niestety reszta nie podzielala mojego entuzjazmu… szczegolnie jak sie pozniej okazalo, karaluchy chodza calymi rodzinami po pokojach :D Na zdjeciach miejsce wyglada zdecydowanie korzystniej niz w rzeczywistosci… Do tych setek wspolokatorow nalezy dorzucic niesamoita duchote, pomieszana z wonia plesni widocznej na scianach… okno z pokoju wychodzilo na wnetrze budynku, ktore w zaden sposob nie bylo wentylowane…

Za dnia okolica wygladala dosc przyzwoicie, jednak wieczorem byl tam dosc specyficzny, dla mnie niesamowity klimat. Bylo gdzies w okolicy polnocy, jak pierwszy raz sie pojawilismy w tym miejscu. Wjezdzajac, czulem sie jakby ktos mi wcisnal stop klatke – szeroka ulica, dookola pojedyncze samochody i cala masa ludzi, w duzej czesci rozebranych do pasa, rozproszonych we wszystkich mozliwych miejscach… w zdecydowanej wiekszosci – meskiej, wysportowanej postury. Kazdy z nas czul dosc mocne spojrzenia na sobie, gdyz nie czesto pojawia sie jezdzacy samochod o tej porze… w dodatku z 6 bialymi twarzami w srodku. Apogeum emocji pojawilo sie w momencie jak zatrzymalismy sie pod samym hotelem – rozmawiajac z kierowca odwrocilem glowe w kierunku szyby i prawie umarlem na zawal, jak przeszywajaca mnie wzrokiem postac 1,5 metra ode mnie jeszcze szerzej otworzyla oczy ruszajac w moim kierunku. Pierwsza mysl przechodzaca przez glowe – dlaczego ja nie mam aparatu w dloni :D :D :D

Samo Nairobi wyglada zupelnie inaczej niz pozostala czesc Kenii… faktycznie widac tutaj spory przeplyw pieniedzy i cala mase krawaciarzy w downtown. Zreszta jak rozmawialem z jedna studentka mieszkajaca poza stolica – potwierdzila, iz osoby wyksztalcone tylko tutaj moga sie realizowac.